sobota, 26 lipca 2014

podobno jestem nienormalna.

Hej, wyskoczył mi pypeć na języku. Mama twierdzi, że dlatego, iz ktoś mnie ostro obgaduje.
A ja nawet wiem kto.
Ale któż z nas nie miał pypcia? Nie obgadywał? Nie był obgadywanym. Nienawiść - to takie powszechne uczucie. Emocja.
Ale może zacznę od początku. Urodziłam się 22 lata temu na obrzeżach polskiego Detroit. I już wtedy wiadome było, że nie będę udanym dzieckiem. Brzydka, mała, żółta od żółtaczki i pomarszczona jak sam skurwysyn alkoholik. Wnuczka alkoholika. Córka DDA. Ale wracając.... w inkubatorze z za małej głowy zsunęły mi się okulary i w ten sposób nabyłam niemałą, rosnącą razem ze mną wadę wzroku. Można by rzec, iż kret w oczach i ślepota towarzyszą mi od urodzenia. Na oko... -5 w każdym oku. Czy to mało, dużo? Nie wiem - noszę soczewki by zakryć pod fasadą szkła swoją powierzchowność ( bez okularów jestem nieco bardziej atrakcyjna). Potem było tylko gorzej. Rodzice- typowy przykład agresji i nadopiekuńczości zarazem. Zaborczość wobec własnego dziecka i surowe kary. Myślę, że właśnie ich styl wychowania dał to doskonałe połączenie wszystkich cech neurotyzmu w mojej osobowości, lęk przewyższający racjonalizm i dorównujący rozlicznym fobią jest na to doskonałym przykładem. W kilku słowach - patrząc na innych czuję się lepsza, spojrzawszy w lustro czuję się nikim.
Potem były szkoły. Przedszkola, podstawówki, gimnazja, licea i studia - przebrnęłam przez to z lękiem na ramieniu. No, studiować zamierzam dalej, sam licencjat nie zbuduje kariery wybitnego specjalisty, trzeba się trochę bardziej postarać. Poza tym zakochana jestem w moim profesorze utytułowanym, żonatym i dzieciatym i chcę sobie na niego jeszcze jakiś czas popatrzeć znad fasady powierzchowności. W zasadzie ZAWSZE  zakochiwałam się w nieodpowiednich facetach, w 95% byli już zajęci. Zastanawiam się nad tym nierzadko - zapewne jest to syndrom zaborczego, surowego ojca i jednocześnie kompleks niedowartościowanej córki - zakochiwać się w zajętych, starszych, nieosiągalnych. Z drugiej strony wychowano mnie porządnie, w duchu wartości i zasad moralnych, nigdy nie byłam molestowana, wykorzystywana, wobec czego w/w. hipoteza nie wystarcza mi za wytłumaczenie. Ale kontynuując.... zakochiwałam się w NIE TYCH. Zakochuję. Ale bez obaw, lęk, często paradny, widziany pod postacią mojej osobistej paranoi, nigdy nie pozwala mi uzewnętrznić moich uczuć.
I tu wracamy do począrku, czyli tematu: otóż wobec niektórych klasyfikacji ( a w zasadzie wszystkich, stosowanych w psychologii czy medycynie klasyfikacji) jestem klasyczną psycholką. Paranoiczką. Neurotyczką. Fobiczką. Schizolem. Wielką Smutą. Ano! co bym zapomniała, czasami można pokusić się o borderline choć ja osobiście jestem daleka od stawiania takich tez.
Dalej - nienawidzę/nienawiść. Nie lubiano mnie. A może raczej... Rzadko mnie lubiano. Podobno jestem ładna i mądra, co wzbudza zazdrość. Nie prawda. Nie jestem ani ładna, ani mądra. Ręce wyciągam ku próżni, łapiąc strzępki cudzych słów, co w oczach band idiotów czyni mnie kimś mądrzejszym. A ładna? To slang dziewczyński, jesteś ładna nic nie musisz poprawiać (jestes brzydka zostań taką). Nienawidzą mnie nawet moi właśni przyjaciele. Czasami rodzice.
A przede wszystkim ja sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz